Brainrot to nie choroba, to projekt.
To się dzieje, gdy twój umysł zostaje przejęty przez maszyny stworzone do jego utrzymania. Gdy każdy przewijany ekran, każdy ping, każdy błysk czerwieni zamienia się w kolejną dawkę dopaminy, o którą nie prosiłeś.
To nie błąd – to cel. Żebyś się wpatrywał. Żebyś kupował. Żebyś był zbyt rozproszony, żeby zauważyć, jak bardzo jesteś zmęczony.
Neurobiolodzy nazywają to adaptacją do nagrody – gdy ciągła stymulacja uczy mózg, że potrzebuje jej więcej, żeby czuć się normalnie. Każdy krótki film, każda aktualizacja, każdy bezsensowny alert staje się mikrodawką uwagi, której mózg nie może się oprzeć.
Rezultat – ciche zmęczenie, które przypomina apatię. Nie jesteś leniwy. Jesteś po prostu przeciążony. Nie brakuje ci skupienia – twoje skupienie zostało wyczerpane.
Brainrot sprawia, że myślisz, że jesteś połączony – jednocześnie po cichu odłączając cię od wszystkiego, co realne. Od nudy. Od kreatywności. Od powolnego rytmu myśli. Od siebie.
Zastępuje głębię szumem. Nagradza reakcję, a nie refleksję. Karmi twoje palce i głodzi twój umysł.
Ale prawda jest taka – ten sam mózg, który został porwany, może się uleczyć. Można go przeprogramować. Poprzez ciszę. Poprzez bezruch. Poprzez świadome odłączenie.
Brainrot to nie koniec – to ostrzeżenie.
To znak, że twój umysł wciąż pamięta, jak to jest być wolnym. Czuć się znów wolnym, żywym i prawdziwym.
A może właśnie w chwili, gdy uświadomisz sobie, że masz brainrot, zaczniesz się budzić.
#nobrainrot